Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   64
                                 

"anassj"


24 grudzień 2003r
. - Albert, co tu robią ci ludzie?! Każdy myśli o świętach, tymczasem ty sprowadzasz tu niewiadomo kogo, kto chodzi po naszym mieszkaniu, zagląda, coś instaluje. Czy ty nie myślisz o tym, że to nie tylko jest twój, ale także mój dom?!






- Christie ... oni będą rejestrować życie projektu RoJR.
- Projekt... Nie możemy! Nie możesz sprzedać... naszej córki!
- Ona nie jest naszą córką! Sama mi o tym mówiłaś wiele razy, a teraz twierdzisz, że to twoje dziecko! A zresztą... Wiesz jakie to może mieć znaczenie? Będę najsławniejszym człowiekiem świata jeśli projekt się powiedzie. Być może mój wynalazek będzie mógł pomóc wielu ludziom. Czy to nie byłoby wspaniałe?
- Ty draniu! Byłam pewna, że robisz to dla siebie, że tak bardzo cierpiałeś po stracie Jane. Tymczasem ty to wykorzystałeś! Tylko czemu?! Dla pieniędzy które i tak masz? Jak ona teraz będzie żyła? Obserwowana przez tysiące kamer?
- Ona nie będzie o tym wiedziała. Będzie żyła jak każde dziecko w jej wieku. Będzie uczęszczała do szkoły, spała, umawiała się ze swoimi koleżankami i kolegami. Wszyscy będą wiedzieli kim jest, oprócz jej samej. Właśnie powstaje stacja telewizyjna wyłącznie o RoJR. Oczywiście w naszym domu tego kanału nie będzie, tzn. będzie zakodowany. Natomiast inni przez 24h na dobę będą mogli ją obserwować. Jeśli jednak ktoś umożliwi Jane zauważenie tego programu, prawdopodobnie zostanie ukarany przez prawo. Tak więc ona nigdy się nie dowie, kim jest naprawdę.

6 lipiec 2021r.
Młodzież szalała. Dziewczęta piszczały, chłopcy pokrzykiwali radośnie. Ktoś rzucił na estradę różę. Jane Rich przesłała całusy w stronę publiczności. Uśmiechnęła się swoim „firmowym” uśmiechem i zniknęła za kulisami. W garderobie już czekał na nią Bob. Dziewczyna rzuciła się chłopcu w ramiona po czym namiętnie go pocałowała.
- Bob, jak dobrze, że przyszedłeś! Już jestem trochę zmęczona, ta letnia trasa koncertowa była dosyć wyczerpująca. Gdyby nie ty, to jechałabym z szoferem, a chyba nie muszę ci mówić, że znacznie bardziej wolę twoje towarzystwo.
- Skarbie, jeszcze nie opuściłem żadnego z twoich koncertów i tak już będzie zawsze. Poczekam na zewnątrz, a jak komuś zechce się autografów, to powiem, że już odjechałaś. - Jesteś kochany!
- Tylko się pośpiesz, żebym nie musiał na ciebie czekać! Tak długo się nie widzieliśmy, tak się stęskniłem...
Jane wtuliła się w ramiona chłopca i delikatnie go pocałowała. Po chwili była w przebieralni sama. Ogarnęło ją znużenie, powoli zdejmowała obcisłe skórzane spodnie i ciasną bluzkę o oryginalnym kształcie. Przebrała się w „normalne” ciuchy i już zaczęła rozpinać buty sięgające do kolan, kiedy nagle usłyszała niepewne pukanie we framugę przy zasłonie. Spojrzała w tamtą stronę, pukanie rozległo się jeszcze raz i trochę głośniejsze. Cała sytuacja była nieco dziwna, ponieważ wszyscy fani wchodzili wyłącznie drzwiami; tymi, którymi wyszedł Bob. A poza tym nikt nigdy nie pukał, tłumy ludzi pchały się w jednym kierunku. Od estrady nikt nie miał prawa wejść. Jane podeszła do zasłony i rozchyliła ją delikatnie, po czym z lekkim okrzykiem odskoczyła w tył.
Postać którą ujrzała, wywołała u niej wstręt i obrzydzenie. Stała przed nią kobieta niskiego wzrostu, chuda i brudna. Ubrana była w przykrótkie jeansy i męską, pożółkłą koszulę. Jej rude, długie włosy były zlepione w tłuste strąki, a oczy były małe i szare. Jednak najgorsze było to, że lewa połowa twarzy, od kącika ust do brwi była jedną wielką blizną, najprawdopodobniej po oparzeniu. Kobieta spojrzała Jane prosto w oczy, ale już po chwili odwróciła się tak, by nie było widać blizny.
- Mogę wejść?
- Tak, proszę...
Jane odsunęła się niepewnie. Wiedziała, że na zewnątrz stoi jej chłopak, na którego może liczyć. A jednak wolałaby, nie być zmuszona do wołania o pomoc.
- Chcesz autograf? - zapytała tak uprzejmie, jak tylko potrafiła.
- Nie, ja chciałam...Masz tu telefon?
- Ccoo?
- Oczywiście zadzwonisz na policję, ale proszę, pozwól mi najpierw wszystko wyjaśnić. Jane zaczęła wzrokiem szukać torebki, aby wziąć z niej komórkę. Ta kobieta musiała być chora psychicznie.
- Ja cię zabiłam - powiedziała tajemnicza kobieta niemal szeptem.- Przepraszam.
- Ja... ja tylko zadzwonię i zaraz wrócę...
- Nie, posłuchaj mnie! Jane Rich NIE ŻYJE!!! Ona została zamordowana podczas koncertu 6 lipca 2000 roku. JA ją zabiłam.
W całym swoim życiu Jane nie czuła się tak jak teraz. Wiedziała, że są choroby psychiczne, ale to, co mówiła ta kobieta było takie niedorzeczne i nierealne! Być może ktoś inny zacząłby uciekać, krzyczeć lub bić tak pomyloną osobę. Ale nie Jane. Ona była za bardzo ciekawską osobą i za bardzo pewną siebie. Opowieść tej kobiety zainteresowała ją do tego stopnia, że postanowiła jej wysłuchać do końca.
- Proszę, mów dalej - powiedziała z pewnym rozbawieniem.
- Wiem, że mi nie wierzysz, ale to jest prawda. Zawsze byłam twoją fanką. Pragnęłam być taka, jak ty. Podziwiałam cię i kochałam, ale także nienawidziłam , ponieważ ty miałaś to, czego nie miałam ja. Ty miałaś wszystko, ja nie miałam nic. Moja matka zaszła w ciążę w wieku szesnastu lat. Gdy jej rodzice, a moi dziadkowie, dowiedzieli się o tym, wygnali ją z domu. Podobno babcia była przeciwna, ale ponieważ w domu rządził dziadek... Moja mama obracała się w tzw. „złym towarzystwie”. Tam właśnie poznała mojego ojca. Gdy ten się o mnie dowiedział, po prostu zwiał. Jednak miała przyjaciółkę. Była trzy lata starsza, mieszkała sama. Ona też była takim „złym towarzystwem”. Paliła. Piła. Ćpała. Pieprzyła się z kim popadło. Gdy się urodziłam, matka nie miała nawet siedemnastu lat. Wzięła mnie do tej swojej koleżanki. Moi dziadkowie nie interesowali się nami. Innej rodziny nie miałyśmy. Nie opiekowano się mną tak, jak matka się opiekuje swoim dzieckiem. Pewnie nawet nie pomyślała o tym, by mnie pokochać... Ale mogło być gorzej. Mogła mnie porzucić na ulicy, a nie zrobiła tego. Wszędzie mnie ze sobą zabierała. A ja, żyjąc w tym burdelu, miałam wszystko, czego niemowlę mieć nie powinno: dym papierosowy, zapach wódki, brud, zaduch... Na szczęście wtedy tego nie odczuwałam. Wszystko zaczęło mi się przypominać w Domu Dziecka, bo podczas rozprawy sądowej o oddanie mnie pod opiekę do sierocińca, przyjaciółka matki wszystko opowiedziała, a potem mi to przekazywano... często w dosyć okrutny sposób. Jak już mówiłam, matka ciągnęła mnie ze sobą wszędzie. W pewien wieczór miała wyjechać na tak zwaną „imprezę” do czyjegoś domu. Nie miała mnie z kim zostawić, więc postanowiła zabrać ze sobą. Potem wracali: matka, jej przyjaciółka, pewna koleżanka i dwóch chłopaków. Przyjaciółka siedziała na tylnym siedzeniu, pośrodku, ze mną na kolanach. Po jej lewej stronie była moja matka, po prawej ta trzecia. Prowadził jeden z tych chłopaków. Byli kompletnie pijani. Zrobiło się już strasznie ciemno, jechaliśmy przez las. I wjechali na rozpędzoną ciężarówkę.
Auto się zapaliło. W tym TIRZE były dwóch ludzi. Jeden nie stracił przytomności i wezwał pomoc. Przeżyłam ten wypadek tylko ja, przyjaciółka matki i ten co zadzwonił na pogotowie. Reszta zginęła na miejscu lub w szpitalu. Po tym pożarze zostało mi to, co mam teraz na twarzy. Miałam wtedy trzy latka. Dziadkowie mogliby mnie przygarnąć, ale nie chcieli.
Po wielomiesięcznej kuracji w szpitalu trafiłam do mojego nowego domu, Domu Dziecka. Poznawałam ludzi z okolic... Jako ośmiolatka zwiałam z kolegami takimi samymi, jakich miała moja matka. Ze zdobyciem broni nie było najmniejszego problemu... Zazdrościłam Jane Rich dosłownie wszystkiego. Urody, pieniędzy, talentu, sławy, rodziców... Miałam czternaście lat i... strzeliłam. Ale zamknęli mnie. Żałowałam swojego czynu i nawet nie próbowałam uciekać. Wiedziałam, że w więzieniu byłoby mi lepiej. Nie musiałabym myśleć, co będzie następnego dnia.
- Wszystko byłoby prawdopodobne, gdyby nie to, że ja żyję i stoję tu teraz przed tobą.
- Nie, ty nie jesteś Jane Rich. Ty jesteś jej KLONEM.
Wszystko wokół Jane zawirowało. Powoli ta niedorzeczność płynąca z ust szpetnej kobiety zaczęła stawać się coraz bardziej realna. Ona była takim ideałem. Takim nierzeczywistym. Czy jednak nauka mogła tak bardzo posunąć się do przodu? Być taką bezwzględną? W tejże chwili usłyszała sygnał policyjnego radiowozu.
- Zaraz tu będą! Przecież przez cały czas jesteś obserwowana przez miliony kamer. Ciągle, przez całe życie. Nawet jest kanał telewizyjny RoJR. Tam pokazują cię 24h na dobę. Ty go oczywiście nie masz, a ja chyba dostanę dożywocie za to że powiedziałam ci prawdę. Ale nie mogłam tak dłużej żyć...
Sygnał policji był coraz bliższy, a kobieta mówiła coraz szybciej.
-Twój ojciec bardzo cierpiał po twojej... to znaczy tamtej dziewczyny, śmierci. Pracował...Po trzech latach stworzył CIEBIE. To nazwał projektem RoJR, czyli Resurrection of Jane Rich. Miał wskrzesić twoje ciało, ale to było niemożliwe, więc sklonował... Usłyszałam o tym w więzieniu i musiałam... Gdy dowiedziałam się o koncercie...
Nagle zza zasłony wyskoczyło pięciu uzbrojonych policjantów.
- Uciekłam wczoraj...
Policjanci schwytali szarpiącą się kobietę.
- Przepraszam!!! Przepraszam, że zabiłam Jane Rich!!!
Krzyczała jeszcze o wybaczeniu. Wtedy do środka wbiegli Liz i Bob.
- Zostawcie mnie! Nienawidzę was! – piosenkarka wybiegła z garderoby.
- Wszystko przepadło - westchnął Bob.
Jane biegła prosto przed siebie. Nie mogła zrozumieć, jak można było wobec niej; wobec kogokolwiek, tak postąpić. Czuła się oszukana i zdradzona. Uzmysłowiła sobie, że wszystko co robiła do tej pory, było rozrywką dla innych. Jej chłopak, przyjaciółka... Wszyscy byli aktorami w tej okrutnej grze. Za nią słychać było jakieś krzyki. Nie zwracała na nie uwagi, biegła dalej. Wtedy zauważyła drzewo klonowe. Nie było tu żadnych innych drzew, dookoła puste pola. Tylko to jedne jedyne stało samotnie, jakby nie zwracając uwagi na to, że je już dawno wszyscy opuścili. Jane podbiegła do niego i zaczęła się po nim wspinać. Zawsze robiła to najlepiej. W końcu nie była człowiekiem. Wspinała się po grubych konarach, a gdy była wystarczająco wysoko, rozejrzała się dookoła. Jeszcze przed chwilą była taka szczęśliwa, a teraz nie pozostawało jej nic innego, jak skoczyć. Właśnie wtedy usłyszała znajomy głos:
- Jane, zrobisz co zechcesz. Jeśli chcesz skoczyć to skacz, ale pamiętaj, że uratowałaś zdrowie i życie wielu ludziom i gdy będziesz żyła, uszczęśliwisz ich jeszcze więcej.
Dziewczyna zawahała się. Spojrzała niepewnie na przyjaciółkę.
- A co myślałaś? Nauczono się klonować różne części ciała dzięki tobie. Badano i badano, ale w końcu udało się niektórym pomóc.
Pewne młode małżeństwo bardzo się kochało. Mieli pieniądze i wspaniałe rodziny. Ale oni chcieli założyć własną familię. Mieć dzieci, troszczyć się o nie, wychowywać. Ale ona nie mogła. Żaden lekarz nie mógł jej pomóc. Pozostało jej tylko klonowanie. Dobrowolnie poddała się skomplikowanym zabiegom. Wiedziała, że może umrzeć. To była nowość, zupełny eksperyment. Na szczęście wszystko przebiegło pomyślnie. Teraz to małżeństwo ma śliczną córeczkę. Ale operacja nie powiodłaby się, gdyby nie wcześniejsze doświadczenia związane z tobą.
W innym przypadku dziecko, siedmioletni chłopiec, miał chorą nerkę. Jedynym dawcą mógł być jego brat, ale było to ryzykowne. Obawiano się, że brat będzie miał kłopoty po usunięciu nerki. Sklonowano ją. Tym sposobem brat nie utracił swojej nerki, a i siedmiolatek był zdrowy.
Z kolei pewna dziewczyna, młoda, przebojowa, piękna. Miała wypadek samochodowy. Jej twarz miała poważne obrażenia. Po długiej rehabilitacji zostały szpecące blizny. A jednak sklonowanie komórek skóry dziewczyny, która miała bardzo podobną karnację, pozwoliło ofierze wypadku na dalsze spokojne życie.
To było coś takiego co spotkało tę morderczynię. Gdyby już wtedy istniał twój klon, może wyglądałaby inaczej.
Jane, ty jesteś potrzebna innym. Trzeba jeszcze wykonać wiele badań, sprawdzić... Na to potrzeba czasu, ale to jest możliwe. Oszukaliśmy cię, to fakt. Ale pomyśl; gdybyś ty była jednym z widzów, to nie ciekawiłoby cię życie sklonowanego człowieka? Ludzie to takie istoty, które nie mogą żyć bez sensacji. Oczywiście możesz teraz skoczyć z tego klonu, ale pamiętaj, że twoje życie może ocalić innych.
- Nie skoczę - powiedziała Jane - dam szansę innym.

* * *


EPILOG

12 sierpień 2100
- A teraz zobaczcie ten pomnik. Przedstawia on Jane Rich. W roku 2003 został stworzony jej klon. Właściwie jest to pamiątka dla tego klonu, ponieważ dzięki eksperymentom przeprowadzonym na jej ciele uratowano życie około pięciuset osobom, oraz poprawiono zdrowie ponad tysiącu. Kate Hurted, zabójca prawdziwej Jane Rich odsiedziała karę trzech lat więzienia, po czym została warunkowo zwolniona. Rodzice Jane Rich byli szczęśliwym małżeństwem, a Albert Johnson, znany naukowiec, stworzył jeszcze wiele wynalazków. Zmarł na zawał w roku 2034. Teraz przejdziemy do zamku...
- Proszę pani!
- Tak?
- Jak zginął klon Jane Rich? Kiedy? Czy ona założyła rodzinę?
- W 2051 roku, gdy miała trzydzieści lat wyjechała nad morze. Miała wrócić po dwóch tygodniach, jechała sama własnym samochodem. Jednak nigdy nie wróciła. Nikt o niej nic nie słyszał ani też jej nie widział. Oczywiście gdy dowiedziała się, że jest klonem dalsze obserwowanie jej za pośrednictwem kamer nie miało sensu. Pozwolono jej żyć w miarę normalnie, sama poddawała się badaniom. Naturalnie, że dla niej życie bez wiecznego nadzoru było komfortowe, jednak przez to, my niestety nigdy nie dowiemy się co się stało z klonem Jane Rich.
Dwunastoletni chłopiec spojrzał uważnie na przewodniczkę. Była wysoka na 175cm, szczupła i bardzo zgrabna, obdarzona cudownym uśmiechem który zapewne stanowił jej największy atut. Uśmiechała się więc cały czas obnażając swoje piękne bielutkie zęby. Również jej oczy niesamowicie niebieskie sprawiały wrażenie nierealnych. Włosy miała pół długie, na końcach lekko postrzępione, zlepione żelem. A od środka głowy błękitne pasemka...


Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   64